Wydarzenia


Ekipa forum
Salon Piękności "Zapach Amortencji"
AutorWiadomość
Salon Piękności "Zapach Amortencji" [odnośnik]02.05.15 1:29
First topic message reminder :

Salon Piękności "Zapach Amortencji"

★★★
Nazwę salonu, "Zapach Amortencji", należy potraktować dosłownie; po przestąpieniu progu przybytku, za sprawą skomplikowanych zaklęć klient odczuwa najbliższy sercu zapach, dokładnie taki, jak gdyby wąchał eliksir amortencji. Prowadzony przez madame Bolton, czarownicę w średnim wieku, o wciąż zniewalającej aparycji. Jej trzy pracownice oferują kompleksowe usługi fryzjerskie oraz kosmetyczne, a także masaże.
Na salon składają się cztery pomieszczenia, każde w kształcie okręgu; są to kolejno poczekalnia z recepcją oraz trzy pokoje przeznaczone do zabiegów odnoszących się kolejno do oferowanych usług. Na ścianach zdobionych tapetą w kształcie rąbów wiszą przestronne, duże lustra.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:25, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Salon Piękności "Zapach Amortencji"  - Page 7 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Salon Piękności "Zapach Amortencji" [odnośnik]14.09.22 15:51
Była krnąbrnym dzieckiem, choć znającym swoje miejsce i doceniającym drobne pochwały; prezenty, możliwości, wycieczki – pan Ojciec niegdyś rozpieszczał hojnie i niemal przesadnie, ciepło dworku w Petersburgu dekorowały marmury i futra, a konfitura z wiśni i malin była tam najsłodsza – kiedyś być może faktycznie dostrzegłaby zależność między dobrym sprawowaniem i dyscypliną a gratyfikacją, teraz, sama była kowalem własnego losu.
Pozornie uzależniona od ojca, docelowo męża – pozwalała im na rozstawianie pionków na planszy, samej czerpiąc z danych układów tyle ile była w stanie osiągnąć, niezbyt przejmując się faktyczną zgodą z czyjąś wolą, nawet jeżeli na słowa Valerie uśmiechnęła się życzliwie, zupełnie jak gdyby wierzyła w naturalny porządek świata.
Dzieci potrzebowały takich ram, sztywnych i określonych – inaczej w dorosłym życiu nie potrafiłyby podejmować własnych decyzji.
– Dziękuję, moja droga, to faktycznie byłoby cieszące – zapewne jeszcze bardziej niebezpieczne, choć tego nie wyjawiła na głos – Często odczuwam nostalgię i tęsknotę za ojczyzną, nawet jeżeli w Anglii czuję się już nader spokojnie – potwierdzał to order od samego ministra, ukoronowanie jej niemal jak swojej, nawet jeżeli nie była Brytyjką. Czy na angielskich ziemiach faktycznie mogłaby kiedykolwiek poczuć się jak w domu, jeśli Karkarov pielęgnowałby ich wspólne dziedzictwo?
– Och, Valerie, jeszcze odrobinę mi brakuje – zachichotała na wspomnienie o tytule samej księżniczki, choć ta wizja faktycznie była częsta w jej życiu w wieku nastoletnim; Romanowowie byli niepodważalną potęgą w dawnym świecie, a rodzina Dolohovów, przytulona do carskiego skarbca od pokoleń korzystała z dobrodziejstw potężnej Rosji.
Lubiła stare historie i legendarne dzieje; sama nierzadko podawała się za rzekomo zaginioną Anastazję, kiedy jej kroki na brytyjskiej ziemi były jeszcze świeże i niepewne, a ona pełna chęci złośliwej zabawy – Następne spotkanie jest po mojej stronie, moja droga. Nie wiem czy przebiję tak urocze zaproszenie jak twoje. Jestem zobowiązana – wyjawiła z rozbawieniem, choć wciąż uśmiechając się w kierunku pani Sallow uprzejmie. W rzeczywistości w jakiej się znalazły, w rolach jakie objęły, nie było chyba miejsca, którego nie mogłyby odwiedzić.
Na moment przymknęła oczy, a kiedy specjalistka od masażu oświadczyła, że sesja dobiegła końca, podniosła się z leżanki i subtelnie przeszła przez pomieszczenie w stronę parawanu, mogąc na nowo odziać się w odpowiedni strój. Wychyliła się zza przenośnej, materiałowej ścianki, odnajdując wzrok Valerie.
– Pytasz o pogodę? Skandynawia jest zimna – odparła, a kącik ust drgnął ku górze – Tereny szkoły spowija głównie śnieg i ciemność, choć jezioro przy zamku jest spektakularne. Tak samo lasy. Cały budynek otaczają wysokie góry – wyjaśniła, z pomocą asystentki kończąc ubieranie i później wyłaniając się zza parawanu – Dobre miejsce na wędrówki. Na zahartowanie ciała, ale i ducha – gloryfikacja tężyzny fizycznej w Durmstrangu była niemalże słynnym, utartym stereotypem, nierzadko przesądzającym o niechęci posyłania do placówki dziewcząt – Nie jest tam tak zimno jak na Sybirze, ale… to zupełnie inne miejsce niż Anglia. Piękne – miała wiele sentymentu wobec Norwegii, co dało się wyczuć w głosie.
Niedługo później Dolohov przeszła przez pomieszczenie, dołączając do boku pani Sallow, gotowa na kolejne zabiegi upiększające.
– Pomyśl tylko o możliwościach noszenia najbardziej gustownych futer… – szepnęła z nutą rozbawienia, wyobrażając sobie małą córkę Valerie ubraną w ciepłe odzienie z niedźwiedzia czy białej fretki.

Tatiana Dolohov
Tatiana Dolohov
Zawód : emigrantka, pozowana dama
Wiek : lat 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
wanderess, one night stand
don't belong to no city,
don't belong to no man
I'm the violence in the pouring rain
OPCM : 17
UROKI : 16 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 7 +3
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8945-tatiana-dolohov#267430 https://www.morsmordre.net/t8948-ivan#267594 https://www.morsmordre.net/f312-smiertelny-nokturn-9 https://www.morsmordre.net/t9019-skrytka-bankowa-2104#271324 https://www.morsmordre.net/t8959-t-dolohov#267756
Re: Salon Piękności "Zapach Amortencji" [odnośnik]19.09.22 17:57
Wychowując swą córkę Valerie pragnęła przede wszystkim dwóch rzeczy — zapewnienia jej jak najbardziej beztroskiego, pomimo toczącej drobne ciałko choroby życia, ale także (a może przede wszystkim) wyposażyć ją w takie umiejętności i zasoby, które pozwolą jej nie popełniać błędów matki. Obiecała sobie, że nie pozwoli nigdy zaplątać się w układy i układziki, które byłyby szkodliwe dla jej dzieci; miała nadzieję i obowiązek urodzić Corneliusowi syna, a gdyby ich drogi zeszły się znacznie wczesniej, pewnie już byliby rodzicami małej gromadki. Choć rzadko kiedy mówiła o tym na głos, w głębi serca marzyła przecież o dużej, szczęśliwej rodzinie.
I ta myśl pomogła jej przede wszystkim w trakcie tragedii niemieckiej tułaczki. Podobnie jak potajemne kontynuowanie tradycji i nawyków, które wyniosła z ojczyzny. Domyślała się — może niesłusznie — że podobny mechanizm mógłby przecież dopomóc także innym kobietom znajdującym się w mniejszym lub większym stopniu na obczyźnie.
— Nic dziwnego, dom, niezależenie od tego, w jakim kraju, czy regionie się znajduje, zawsze niesie w sobie ogromny ładunek emocjonalny. A tęsknota wyjątkowo często jest jednym z czynników zmuszających człowieka do działania. Przed nią znajdują się chyba tylko dwie emocje — zawiesiła na moment głos, pozwalając imaginacji Tatiany na domyślenie się odpowiedzi. Sama wygięła usta w przyjemnym uśmiechu, usługi tego miejsca nie miały sobie równych w całej stolicy. — Strach i pożądanie. W tej kolejności. — dokończyła szeptem, na moment zawieszając jasnobłękitne spojrzenie prosto w tęczówkach Dolohov. Nie była już młódką, pewnie poznała smak życia pomimo swego raczej szlachetnego rodowodu. A Valerie była pewna, że dzięki temu zrozumie i potwierdzi jej słowa.
Ciepły, perlisty i melodyjny śmiech wydostał się spomiędzy warg śpiewaczki, słysząc obietnicę składaną przez Tatianę. Była naprawdę uroczą towarzyszką, kimś, przy kim Valerie nie czuła aż tak dużej konieczności pilnowania swego języka (choć przez cały czas ich spotkania pozostawała ostrożna względem wypowiadanych przez siebie słów i poruszanych tematów, wszak była przede wszystkim osobą publiczną, a nawet zaufanym pracownicom madame Bolton zdarzało się coś wymsknąć, gdy zaszczękały złote galeony).
— W takim przypadku nie pozostaje mi nic innego, jak tylko wyczekiwać następnej takiej okazji — tak samo jak oczekiwały nadchodzącej wielkimi krokami przejścia do części fryzjerskiej. Przez chwilę Valerie milczała, pochłonięta przeglądaniem przygotowanego przez obsługę katalogu proponowanych upięć — o włosy dbała bowiem Valerie równie mocno i regularnie co o ciało i głos, nie potrzebowały one więc wiele do prezentowania się w najwyższej formie. Ostatecznie pokazała pracownicy wybraną przez siebie opcję, jako zamężna kobieta najczęściej upinała swe włosy, pozwalając sobie na spektakularne fale głównie w trakcie występów.
Prędko oderwała się jednak od krainy fryzjerskiego fotela, znów poświęcając większą część uwagi Tatianie i snutej przez nią historii o norweskiej szkole.
— Zimno nie jest takie szkodliwe, jeżeli nie dokucza mu wilgoć — dlatego właśnie Valerie wolała mroźniejsze zimy od wczesnowiosennej pluchy. Podobnie rzecz się miała z klimatem, który wspomógłby samopoczucie i siłę Hersilii. — Gdyby jedynym czynnikiem decydującym miały być twoje słowa, podjęłabym decyzję dzisiaj — oznajmiła chwilę później, uśmiechając się przy tym delikatnie rozczulona. Choć Tatiana nie należała do osób, które można było posądzić o swego rodzaju rzewliwość, w sposobie, w którym mówiła o Norwegii, czaiła się pewna czułość, sentyment do opisywanego przez nią miejsca.
Pani Sallow klasnęła w dłonie.
— Nie ma chyba widoku piękniejszego od dziewczynki w ciepłym futrze, z policzkami różowymi od szczypiącego mrozu... — tym razem to Valerie zabrzmiała nieco sentymentalnie, lecz zaraz powróciła do swego spokojnego, zadowolonego z życia tonu. — Ogromnie ci dziękuję, Tatiano. Na pewno będę miała o czym myśleć przez najbliższe miesiące, a dopiero zbliżamy się do lata...
Rozbawiony ton madame Sallow zaginął gdzieś pomiędzy pomieszczeniami, bowiem w trakcie swego dzisiejszego pobytu wraz z panną Dolohov odwiedziły jeszcze salon kosmetyczny i poddały się — zgodnie z życzeniem tej drugiej — zabiegom upiększającym także paznokcie.
Ale odrobina dekadencji jeszcze nikomu nie zaszkodziła.

| z/t x2




tradition honor excellence
Valerie Sallow
Valerie Sallow
Zawód : Celebrytka, śpiewaczka
Wiek : 30 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
sharpen your senses
and turn the knife
i know those
party games too
OPCM : 5 +1
UROKI : 7 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0 +3
ZWINNOŚĆ : 16 +3
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t10881-valerie-vanity#331558 https://www.morsmordre.net/t10918-andante#332758 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f452-shropshire-sallow-coppice https://www.morsmordre.net/t10921-skrytka-bankowa-nr-2362#332773 https://www.morsmordre.net/t10919-v-vanity#332759
Re: Salon Piękności "Zapach Amortencji" [odnośnik]19.03.23 0:24
27 lipca

Los obłaskawił ją późnolipcową porą, kiedy dowiedziała się, że urodziny Varyi zbiegną się w czasie z wypłatą napływającą do skrytki w Gringotcie. Szata przyszykowana na prezent nie byłaby nowością, nie wprowadziłaby do ich relacji powiewu świeżości, Yelena zdecydowała się więc zradykalizować plany powzięte na popołudnie i enigmatycznym głosem objawiła, że zamierza zabrać kuzynkę w ramach niespodzianki do miejsca usytuowanego wygodnie na londyńskich mapach. Wiedziała, że gdyby wyznała jej wszelkie szczegóły, rosyjska niedźwiedzica zaparłaby się w drzwiach i nigdy nie przystałaby na towarzystwo. Fortel był prosty, nęciła ją obietnicą niestandardowego, intrygującego wyjścia, a to przecież nie odbiegało od prawdy. Standardami Varyi nie były salony piękności, właściwie Yelena nie była pewna, czy wśród syberyjskich mrozów i skutych lodem ziem ich pojęcie było znane i rozumiane. Tak dawno nie było jej w Rosji. Nie miała pojęcia ile rzeczy się tam zmieniło, ile nowości wprowadzono do miejskich aglomeracji.
- Jesteśmy na miejscu - oznajmiła spokojnie, zadarłszy głowę, by przyjrzeć się szyldowi znaczącemu wejście do estetycznej mekki, po czym odwróciła spojrzenie i badawczo zerknęła na twarz kuzynki. Spodziewała się mięśni mimicznych wykrzywionych w podejrzliwym wzburzeniu, albo w zimnym wstręcie, który odczułaby na myśl, że oto wkroczy do paszczy lwa, gdzie Anglia spróbuje ją zmienić. Nic z tych rzeczy. Yelena bez skrępowania sięgnęła do jej dłoni i ujęła je we własne, unosząc je wyżej, na wysokość ich piersi. - To mój prezent dla ciebie, nie odrzucaj go pochopnie. Z tego miejsca kobiety wychodzą zrelaksowane i piękniejsze, wciąż jednak prawdziwe względem swoich serc i tego, kim są. Możesz podciąć tu włosy, odświeżyć ich blask, miękkość. Możesz opiłować paznokcie i nadać im kształt, przyjemny i obły, albo drapieżny. Możesz pozwolić, by wprawne dłonie rozluźniły każdy spięty mięsień. Nikt nie zmieni ci nosa ani nie wykrzywi oczu do innych kształtów - wyjaśniła cierpliwie, chcąc zażegnać katastrofę, nim ta w pełni nadejdzie. W lasach nie było samych dzikusów. Lordowie udający się w gonitwę za zwierzyną prezentowali się nienagannie, tak jak i zamożniejsi, lepiej sytuowani Brytyjczycy rozkochani w leśnych ostępach i przepełnionym mchem zapachu przyrody. Mogli być piękni, a jednocześnie zabójczy dla nieuważnych stworzeń. Varya nie musiała im ustępować. Nie musiała być inna, porzucać wysmakowanego wizerunku na rzecz wyświechtanych ubrań albo umorusanej twarzy, by udowodnić, że drapieżność miała we krwi. Nie musiała nosić we włosach liści czy gałązek. Ten świat chciała pokazać jej Yelena, to, że możliwe było połączyć jedno z drugim. Nieco mocniej ścisnęła jej palce i uśmiechnęła się krzywo, jak lis, który zakradał się do kurnika, wietrząc sowitą obławę. - Wejdziemy? - zaproponowała, oddając we władanie kuzynki złudną decyzyjność. I tak wejdą, niechaj jednak odbędzie się to za pozwoleniem Varyi.
Yelena Mulciber
Yelena Mulciber
Zawód : Krawcowa w Cynobrowym Świergotniku
Wiek : 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
let's live in the land of yesterday, live in the grand imperial heyday.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t11433-yelena-mulciber#353232 https://www.morsmordre.net/t11613-puszkin#359174 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f440-warwickshire-warwick-niedzwiedzia-jama https://www.morsmordre.net/t11612-skrytka-nr-2496#359171 https://www.morsmordre.net/t11635-yelena-mulciber#359725
Re: Salon Piękności "Zapach Amortencji" [odnośnik]19.03.23 8:25
Nasza gawra była zazwyczaj cicha, gdy ktokolwiek obchodził urodziny. Z pewnością dotyczyło to dzieci pana ojca. O ile jego syn mógł liczyć jeszcze na jakieś względy, ja przywykłam do traktowania tego dnia jako zupełnie zwyczajnej pory. Nie zbierałam podarków, trafiło się kilka miłych słów i uścisk matczyny. Nie nawykłam do hucznych biesiad – tych organizowaliśmy mnóstwo, ze stu tysięcy powodów, ale nie tego konkretnego. Urodziłam się w torturach słońca, dręczona od pierwszego ryku jego świetlistym promieniem. Już samo to sprawiało, że wolałam uniknąć celebrowania rocznicy. Zazwyczaj zaszywałam się w przyjemnie chłodnych murach twierdzy, albo, jeżeli lato nie piekło skóry, wyruszałam na wędrówki – od świtu do nocy. Byleby znaleźć się daleko, zabić czymś myśli, przeżyć ten dzień zupełnie zwyczajnie. Czy Anglia miała przyzwyczaić mnie do czegoś innego? Yelena pociągała mnie do Londynu, hasło niespodzianka przerażało i przyjemnie łaskotało. Niewiedza rozniecała dziwny rodzaj emocji. Pozwoliłam jej na to wszystko, nie bardzo jeszcze znając tutejsze zwyczaje urodzinowe, a i nie chcąc dławić czyiś dobrych intencji – szczególnie że pozostawała mi droga. Znając ją, podejrzewać mogłam zderzenie z wysoką modą angielską albo dobieranie tkanin i dodatków do kolejnych strojów. Nie zakładałam jednak zupełnie niczego. Cieszyłam się widokiem nieco zachmurzonego nieba ponad tłoczną, wielką stolicą. Podążałam za nią, nie marudząc i nie zadając żadnych pytań. Po drodze jedynie zastanawiałam się, kto zdradził jej datę. Łatwo jednak było się domyślić, że mógł to być mój brat. Jako jedyny posiadał tę wiedzę, a przynajmniej tak mi się zdawało. Starsza o kolejny rok nie czułam się w żaden sposób wyjątkowo, przyjmowałam ten stan rzeczy tak samo jak rok czy dwa lata temu. Pierwszy raz jednak wstawałam pozbawiona widoków na syberyjskie krainy.
Prowadzona jej słowem również popatrzyłam na szyld, zdobne wejście i dość charakterystyczną oprawę. Wargi ścisnęły się mocno w wąską kreskę, a oczy tylko szerzej objęły ten aż za głośno wołający widok. Zerknęłam na uliczkę, z której nadeszłyśmy, jakbym analizowała drogę ewentualnej ucieczki. Jesteś pewna, Yeleno?Spróbowałam na twarzy towarzyszki wyszukać jakiejkolwiek nadziei, że wcale nie proponowała mi pobytu w pułapce pudru i cuchnących olejków. Bo właśnie tym było to miejsce, prawda? Moja stopa nigdy dotąd nawet nie zbliżyła się do tego domu tortur. Rosyjskie kobiety może i miały jakieś pielęgnacyjne rytuały, ale nawet je omijałam szerokim łukiem. Przeczuwałam katastrofę, ale wiedziałam, że nie powinnam kręcić nosem na podarek. Nie jej, nie w tych okolicznościach. Wpędziła mnie w cholerną pułapkę. Słuchałam jej, a gdy wyliczała kolejne możliwości tego kuriozalnego miejsca, moje plecy sztywniały coraz bardziej. Wreszcie ścisnęłam w dwóch palcach samotny kosmyk włosów przy twarzy. Chcesz zrobić mnie bardziej angielską? To konieczne? zapytałam z nutą wątpliwości w głosie. Byłam pewna, że Yelena spodziewała się mojego ostrożnego, nieco niechętnego podejścia wobec takiego pomysłu. Treść jej przemowy wyraźnie na to wskazywała. Obiecała, że nie zamienią mnie w potwora. A więc w kogo? Na plakacie namalowane powabne sylwetki damskie wdzięczyły się do przechodniów, pudrując nosy i kręcąc włosy. – W porządku. Chodźmy tam. Tylko pilnuj, bym nie zamieniła się w to coś… - ostrzegłam, wskazując gestem brody na afisz. Nie zamierzam transmutować się w jakąś słodką damulkę wyjawiłam otwarcie, licząc na to, że kuzynka zadba o to, by nikt nie posunął się za daleko w tych czarach upiększających. Mierzenie się z pięknem wciąż stanowiło problem. Ze swoim pięknem. Wolałam, by wszystko pozostało tak, jak jest. Bym mogła pozostać tą samą dziewczyną. Po prostu Varyą.
Varya Mulciber
Varya Mulciber
Zawód : łowczyni, twórczyni zwierzęcych trofeów
Wiek : 22
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Uczuł lód aż w głębi serca, które już miał na wpół zlodowaciałe; przez mgnienie oka zdawało mu się, że umiera, ale to minęło. Nie czuł już wcale zimna.
OPCM : 8 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 5 +4
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 15 +3
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t11435-varya-mulciber https://www.morsmordre.net/t11445-olgierd#353862 https://www.morsmordre.net/t12091-varya-mulciber https://www.morsmordre.net/f440-warwickshire-warwick-niedzwiedzia-jama https://www.morsmordre.net/t11446-skrytka-bankowa-nr-2500#353865 https://www.morsmordre.net/t11447-varya-mulciber#353889
Re: Salon Piękności "Zapach Amortencji" [odnośnik]19.03.23 22:42
- Czy to znaczy, że Rosjanki nie mają prawa dbać o wizerunek? Że nie mogą raz na jakiś czas dogodzić sobie w imię poprawienia samopoczucia? To wyłącznie domena próżności Brytyjek? - niestrudzenie odbiła pytanie, mentalnie przygotowana do oporów, jakimi Varya mogła odpowiedzieć na perspektywę spędzenia chwili w takim przybytku. Zanim teleportowały się z ziem Warwickshire i przemierzyły londyńskie uliczki, obiecała sobie, że się nie ugnie. Wystarczyło choćby spróbować przed pierwszą odmową, a wówczas skapitulowałaby, mając poczucie, że kuzynka dokonała wyboru na podstawie doświadczenia, zamiast uprzedzeń i najeżonej niechęci. Wierzyła jednak w mądrość tej młodej kobiety, w jej ciekawość doświadczeń, których nigdy wcześniej nie zaznała, ciekawość przytłumioną latami żmudnych powtórzeń, że nie należało nawigować grząskich gruntów kobiecości. Że należało być silnym, jak silny był mężczyzna. Skinęła głową, krótko, pochwalnie. - Nie obawiaj się, moja droga. Sama transmutowałabym cię w coś takiego, gdybym właśnie na to miała ochotę. Wszystko, czego tu dziś dokonamy, odbędzie się za twoją zgodą i w każdej chwili będziesz mogła to przerwać - poinstruowała szczerze, przecież siłą nie zamierzała przytrzymywać Varyi na miękkich, wygodnych fotelach salonowych, byle tylko pozwoliła się uczesać albo doprowadzić paznokcie do porządku. To miała być przyjemność. Coś nowego, ożywczego. Coś, czego do tej pory odmówiono dziewczynie w rosyjskich sztywnych murach.
Ujęła ją pod rękę i poprowadziła w stronę drzwi, ale dłoń zatrzymała się tuż przed klamką, a Yelena nachyliła się ku niej konspiracyjnie. Wciąż przemawiała po rosyjsku, by łatwiej było im się porozumieć, przynajmniej dopóki nie znajdą się w środku.
- Zaraz wydarzy się pierwszy z małych cudów. Bądź uważna na zapach - poleciła z tym samym krzywym uśmiechem, przebiegłym, po czym wprowadziła kuzynkę do wnętrza salonu piękności. W jej nozdrza natychmiast uderzyła przyjemna, znajoma woń: piżmo, aromat tytoniu, drewna i czarnej kawy, a pomiędzy nimi subtelna nuta kadzidła sennej jawy. Razem sprawiły, że Yelena niemal łapczywie nabrała do płuc powietrza i westchnęła z zadowoleniem. W samym zapachu mogłaby odnaleźć relaks. - Co czujesz? - spytała swojej towarzyszki, a gdy w ich kierunku zaczęła zmierzać jedna z pracownic przybytku, Yel płynnie przeszła do nienagannej angielszczyzny. Niziutka kobieta o sylwetce nieco przy kości powitała je w Zapachu Amortencji i spytała o dzisiejsze pragnienia, obu klientkom wręczając składane biuletyny opisujące wszystkie oferowane przez salon zabiegi. Przy niektórych, zapewne najpopularniejszych pozycjach, widać było magiczne, ruchome zdjęcia, mające pobudzać wyobraźnię lub wzniecać zazdrość - a zatem czynnik, który potrafił czasem być lepszą zachętą niż wszelka reklama. - Podcinanie końcówek włosów, niechaj będzie centymetr albo dwa; manicure, zabiegi na skórę twarzy i masaż na sam koniec, to moja propozycja. Dyskretna i mało inwazyjna. Zgodzisz się czy uciekniesz z krzykiem? - zniżyła głos, zwróciwszy się do Varyi, natomiast towarzysząca im na recepcji czarownica kilkakrotnie kiwnęła głową, uśmiechnięta, w myślach zapewne przeliczając zarobek, nim nadejdzie finalne potwierdzenie.
- Wspaniale panie trafiły, dziś otrzymaliśmy dostawę nowych, przepięknie pachnących eterycznych olejków do masażu relaksacyjnego - dodała kobieta, umiejętnie wślizgując się w chwilkę niczym niewypełnionej ciszy. Czy była to prawda? Trudno powiedzieć, na dobrą sprawę nie miało to nawet żadnego znaczenia. - Szczególnie polecam olejki z piwonii, kwiatów brzoskwini, irysów, sosnowych igieł albo lilii wodnej.
Yelena Mulciber
Yelena Mulciber
Zawód : Krawcowa w Cynobrowym Świergotniku
Wiek : 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
let's live in the land of yesterday, live in the grand imperial heyday.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t11433-yelena-mulciber#353232 https://www.morsmordre.net/t11613-puszkin#359174 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f440-warwickshire-warwick-niedzwiedzia-jama https://www.morsmordre.net/t11612-skrytka-nr-2496#359171 https://www.morsmordre.net/t11635-yelena-mulciber#359725
Re: Salon Piękności "Zapach Amortencji" [odnośnik]24.03.23 19:20
Wciągnęłam mocniej powietrze, nie mając wcale ochoty na spieranie się z Yeleną. Wewnątrz mnie rozdrażniona bestia ostrzyła pazury, bo ktoś wciągał ją do niemiłych jej odmętów, między nowe, między dziwne, między tak inne od tego, wokół czego poruszała się do tej pory. Widziałam w tym stratę czasu, walczyłam, nie chciałam dać szansy. Nie chciałam spróbować. Mimo to nie byłam bezmyślnie zapatrzona w ten pogląd, w śliską niechęć wobec tego, co było w jakiś sposób związane z naturą kobiet na całym świecie. To nie Rosjanki. To ja. Varya Mulciber. Popatrzyłam tylko przenikliwie, nie odpowiadając kuzynce na żadne z rzuconych pytań. Każde próbowało zbić moją niechęć, rozdmuchać upór, powalić pozę sztywną, niezdolną do choćby odrobiny giętkości. Wybierałam ciszę, nie chcąc wdawać się w głupią dyskusję. Czy jednak aż tak głupią? To było mierzenie się z tym, co zrobiło mi wychowanie, z wiecznymi wyścigami dziewczęcego ciała, które nigdy nie miało prawda prześcignąć mężczyzn. Prowadziła mnie pomiędzy bramy czegoś, w czym ja nie widziałam wartości, nie widziałam sensu, nie rozumiałam go. Wątpiłam, by czynności upiększające stanowiły rytuał zdolny poprawić moje samopoczucie.
Kolejny zgrzyt mógłby nas podzielić, nie to było moją intencją. Nigdy. Zasznurowane usta zaś stanowiły moją domenę. Ograniczona mimika i konkretne spojrzenia. Akceptowałam jej propozycję, choć wcale nie pałałam do niej entuzjazmem. Zdawało mi się, że to nie był strach. Lecz jeśli nie on, to co takiego? Skoro tak mówisz, Yeleno odparłam spokojnie i kiwnęłam głową, porzucając na tę chwilę myśli o nadchodzącym widmie… nieprzyjemności. W towarzystwie niedźwiedzicy, która brzmiała, jakby już rozpracowała to miejsce i te szlaki, mogłam właściwie odpuścić. Ona przetrwała, więc być może i mnie nie spotka tam nic wstrętnego. Mogłam przerwać, mogłam wyjść, głośno zaprotestować. I zamierzałam właśnie tak zrobić, jeżeli coś wzbudzi we mnie większą nieufność.
Zapach. Niezależnie czy otrzymałabym instrukcję, czy nie, moja czujność w takim lokalu i tak biła na alarm. Zmysły postawione w stan gotowości, oczy rejestrujące pilnie każdy nowy obraz. Wreszcie też i nos zaciągający się wonią.Krew, mokre futro i ziemięodpowiedziałam bez większego przejęcia, chociaż gdzieś w środku po ciele zaczęło rozchodzić się dość przyjazne uczucie. Od progu witała mnie bowiem woń lubiana, zapachy kojarzące się z tym, co ceniłam najbardziej. Z przestrzenią lasów, z łowami i domem. Wolna dłoń ścisnęła się w pięść gdzieś w cieniu przydługawego rękawa. Co to miało oznaczać? Yelena czuła dokładnie to samo? Domyślam się, że to dopiero początek sztuczek mruknęłam, nim przed nami rozłożyła kuszące biuletyny tutejsza pracownica. Na napisy nie patrzyłam, nie łudząc się, że będę umiała rozszyfrować znaczenie pielęgnacyjnych zabiegów. Nawet po rosyjsku nie wiedziałam, co się kryło za tymi nazwami. Ruchome zdjęcia bardziej przyciągały oczy. Czy były pokusą? Prędzej wskazówką, jak mogłabym wyglądać, gdy ze mną skończą. Piękne buzie uśmiechały się. Przełknęłam niechęć, ale dalej tam stałam. Skoro wszystkie delikatne pannice dawały radę, to wierzyłam, że nie zdoła mnie to pokonać. Yelena musiała też widzieć w tym jakiś sens. Ja póki co nie dostrzegałam zupełnie żadnego.
- Nie nadążam za twoimi słowami wyjawiłam zgodnie z prawdą. Ale niech będzie. W ciemno potwierdziłam, w duchu wcale nie wierząc w ogrom tego zaufania. – Nie ucieknę z krzykiem, tego możesz być pewna. – Ostatecznie minął już czas dziecięcych wrzasków i nadmiernego strachu. Nie reagowałam jak spłoszona mysz.
Trzymałam się blisko Mulciberówny, ale wciąż badałam każdy kolejny skrawek tego nienormalnego miejsca. Mijałam pojedyncze gładkie buzie dziewcząt, a w oczach migały jasne, wiosenne kolory. Pośród tego wszystkiego tylko bardziej czułam swoją własną zimę. One były pogodne, ja byłam ponura. One były narodzinami, ja pasowałam do pogrzebu. O czym ona mówi? spytałam, skłaniając twarz ku kuzynce. Niestety rozumiałam co drugie słowo. Kobieta poprowadziła nas do wonnej salki, gdzie mogłyśmy się rozgościć i przygotować na pierwsze zabiegi. Palce powoli, sięgały po wszystkie guziki cienkiej peleryny. Miałam się rozebrać i wciągnąć jeszcze więcej tych kwiatowych zapachów. Nigdy w życiu nie byłam na masażu. Ale też istniał ogrom kobiecych czynności i rytuałów, o których nawet nie słyszałam, a co dopiero nie doświadczyłam. – Czyżbyś była tutaj częstym gościem? Dużo wiesz – przerwałam ciszę ciekawa, nim wokół naszych ciał owinął się specjalne uszykowany materiał. Wciąż byłam sztywna, na stole do masażu kładłam się spięta chyba bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Wszystko było nowe. Wszystko było dziwaczne. Musiałam przetrwać. Ale czy mogłam poczuć?
Varya Mulciber
Varya Mulciber
Zawód : łowczyni, twórczyni zwierzęcych trofeów
Wiek : 22
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Uczuł lód aż w głębi serca, które już miał na wpół zlodowaciałe; przez mgnienie oka zdawało mu się, że umiera, ale to minęło. Nie czuł już wcale zimna.
OPCM : 8 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 5 +4
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 15 +3
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t11435-varya-mulciber https://www.morsmordre.net/t11445-olgierd#353862 https://www.morsmordre.net/t12091-varya-mulciber https://www.morsmordre.net/f440-warwickshire-warwick-niedzwiedzia-jama https://www.morsmordre.net/t11446-skrytka-bankowa-nr-2500#353865 https://www.morsmordre.net/t11447-varya-mulciber#353889
Re: Salon Piękności "Zapach Amortencji" [odnośnik]26.03.23 1:03
Intrygował ją zapach amortencji Varyi, choć nie mogła powiedzieć, że byłaby nim zaskoczona. Gdyby miała zaproponować własną interpretację na podstawie dzielącej je znajomości, krótkiej, acz intensywnej, zapewne podałaby podobne skojarzenia melodii wygrywanych przez serce młodej kuzynki. Pasowały do niej, podkreślały to, czym i kim była, a także to, czego szukała w innych. W czym mogłaby się odnaleźć, mając u boku partnera na resztę życia.
- I kojarzy ci się z kimś konkretnym? - spytała, nie siląc się nawet na subtelne podchody. Przynęta została zarzucona, informacja pozyskana, należało kuć żelazo póki gorące i mieć nadzieję, że czarownica zbyt prędko nie zamknie się w sobie. Była na obcym terytorium, wśród elementów, które wzniecały w niej niechęć, a to nie skłaniało do wynurzeń i szczegółowych opowieści, jednak kim byłaby Yelena, jeśli nie sobą, gdyby nie spróbowała delikatnie pociągnąć jej za język? Wyobrażała sobie, że Varya mogła zostawić w Rosji jakiegoś przystojnego, rosłego młodzieńca towarzyszącego jej podczas łowów lub leśnych wędrówek, może kogoś, kto nauczył ją tego i owego z oprawiania upolowanej zwierzyny.
- A już chciałam wszystko ci przetłumaczyć. Jednak skoro tak mi zawierzasz, mam nadzieję, że się nie rozczarujesz - odpowiedziała pewnie. Czasem zapominała, że Varya nie posługiwała się mową angielską z należytą biegłością, a słowa, z którymi wcześniej nie miała regularnej styczności, mogły wymagać wyjaśnienia, lecz zgoda w ciemno sprawiła jej nie lada przyjemność. Podążyły razem za kobietą do wypachnionych pokojów i sama woń powietrza sprawiła, że jej mięśnie drgnęły w rozluźnieniu. Ostatnimi czasy była zestresowana, grafik krawieckich zadań wypełniał się wieloma pozycjami, na które niemalże brakowało jej doby, z kolei żołądek coraz częściej płatał figle. Potrzebowała tego momentu odprężenia być może bardziej niż kuzynka. - Wymieniła, jakie pozyskali nowe olejki, które mogą się nam spodobać. Piwonia, kwiat brzoskwini, irysy, sosnowe igły i lilia wodna. Domyślam się, co wybierzesz - powtórzyła Varyi po rosyjsku, co pracownica Zapachu Amortencji puszczała najwyraźniej mimo uszu. Nawet gdyby ją obgadywały, musiałyby za to zapłacić. Zatrzymały się przy rozległym parawanie, za którym znajdowały się drzwi do ciasnej przebieralni. Kobieta wręczyła każdej z nich ręcznik, szlafrok i materiałowe trzewiki, które mogły na siebie założyć, i to właśnie wytłumaczyła jej Yelena, kiedy wkroczyły wraz z Mulciberówną do pomieszczenia, w którym należało zostawić swoje ubrania na czas masażu. Krępowała się; odwróciła się do Varyi plecami, chcąc jak najmocniej uniknąć spojrzeń kierowanych na chude ciało, spod którego bladej skóry wystawały kości. Chudła coraz mocniej, nie zagrażało to jeszcze jej zdrowiu, jednak pewnego dnia miało ją zabić. Głód, wyniszczenie, nietolerancja pokarmu. Mrugała intensywnie, udając, że nie robi to na niej wrażenia, lecz w samej bieliźnie niemal błyskawicznie wcisnęła ramiona w rękawy szlafroka i opatuliła się nim szczelnie aż pod samą szyję. - Raz na jakiś czas. Niezbyt często, ale i niezbyt rzadko. Lubię sobie dogadzać - przyznała z krzywym uśmiechem. - Gotowa? - ujęła kuzynkę pod ramię i wyprowadziła z przymierzalni. W czasie ich nieobecności do pierwszej dołączyła druga pracownica, obie przygotowały przeznaczone do masażu łóżka, magią przyciemniły blask lamp, roztaczając dookoła miękką, przyjemną atmosferę. Pracownice uśmiechnęły się na ich widok i gestem zachęciły do zbliżenia się do mebli, z ich ust padły krótkie, płynnie brzmiące pytania. - Jaki olejek? - na wszelki wypadek przetłumaczyła Yelena, podczas gdy czarownica stojąca bliżej Varyi podeszła do niej z tacką pełną kolorowych buteleczek, zachęcając, by ta powąchała każdy z nich, jeśli miała taką ochotę. Tymczasem sama Yel spojrzała na kobietę, która miała się nią zająć, dokonała już wyboru. - Piwonie - poprosiła krótko, prosto, siadając na krawędzi łóżka do masażu.
Yelena Mulciber
Yelena Mulciber
Zawód : Krawcowa w Cynobrowym Świergotniku
Wiek : 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
let's live in the land of yesterday, live in the grand imperial heyday.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t11433-yelena-mulciber#353232 https://www.morsmordre.net/t11613-puszkin#359174 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f440-warwickshire-warwick-niedzwiedzia-jama https://www.morsmordre.net/t11612-skrytka-nr-2496#359171 https://www.morsmordre.net/t11635-yelena-mulciber#359725
Re: Salon Piękności "Zapach Amortencji" [odnośnik]29.03.23 22:04
- Kimś? powtórzyłam za nią, objawiając dozę niezrozumienia. O co próbowała mnie zapytać? Pozwoliłam, by ujrzała moje zdziwienie. Nie doszukiwałam się w tym pytaniu niczego wyjątkowego, po prostu nie rozumiałam. Zastanowiłam się jednak przez chwilę, wciąż wdychając krwisty zapach. Otwarte oczy dostrzegły obrazy, które naturalnie łączyły się z tymi woniami. Domowe, swojskie, ryczące w stronę tego, co było mi bliskie, wiązało się z moją tożsamością i tym, kim dzisiaj byłam. – Chociażby mój brat, wychowaliśmy się razem, razem polowaliśmy, przeszliśmy tę samą szkołę. Chociaż mój ojciec syna zawsze traktował inaczej – odpowiedziałam tak po prostu, bez zdobienia emocjami głosu, bez gestów wskazujących, że rozmowa o tym budziła jakikolwiek dyskomfort. Skojarzenie nadeszło, wydawało się zupełnie prawdziwe, zwyczajne. Tutaj w Anglii, daleko od rodzinnego domu Arsentiy stawał się jego najbardziej żywą namiastką. Najbliższą. Gwarancją, że tutaj, na obcej ziemi, w obcej kulturze wciąż istniało to, co zostawiłam za plecami. We dwoje kroczyliśmy nową drogą, łącząc dwa niedźwiedzie odłamy w jeden.
- Czuję, że wolę nie wiedzieć, jeżeli mam tu zostać przyznałam bezpośrednio, nie siląc się na żadna grę pozorów. Jeżeli miała mi zafundować tortury, to lepiej dla niej, bym nie dostała tego repertuary przedwcześnie. Ostatecznie ja miałam wreszcie spróbować, a ona chciała mnie skusić. Od fantazyjnych opowieści wolałam realne doświadczenie. Na własnej skórze. Tak bezpieczniej dla nas obu dopowiedziałam, krzyżując głębiej ze sobą nasze spojrzenia. Chciałam, by zrozumiała. Mnie całą. Chociaż i tak wciąż wygodnie kryłam w sobie większość myśli. One nie były przeznaczone dla kogokolwiek poza mną samą.
- Wybór nie będzie trudnyprzyznałam, gdy skończyła wyliczać wszystkie zapachy natury, które oferowało nam to przeklęte miejsce. Wymieniane wonie kojarzyły się z kolorami i słodyczą. Jak wystrój, jak obietnica rytuałów, do których wciągały mnie z taką mocą dłonie kuzynki. Niewidzialnie. Dałam się im kusić, walcząc w środku ze sobą w każdej sekundzie. Pochmurna, wyważona, ostrożna – wewnątrz czułam, jak coś rozrywa się na kawałki. Zupełnie jakby raz wsmarowany w skórę olejek miał jak wieczna pieczęć już na zawsze przypominać mi o wizycie w tym przybytku. Jakby przenigdy miał nie wywietrzeć. Chociaż obserwowałam dokładnie wszystko, nauczona dobrego zorientowania, szczególnie na wrogim terenie, tak teraz instynktownie pozwoliłam zniknąć Yelenie, gdy obróciła się. Chociaż byłyśmy kobietami, nie oznaczało to, że powinniśmy dzielić się ze sobą każdym intymnym widokiem. Nad tym jednak niespecjalnie się zastanawiałam, ściągając kolejne partie materiału, którego było zbyt wiele jak na letnią porę. Pod skórą czułam, że właśnie ograbiam się z samej siebie. Że zbyt łatwo zamierzam oddać ciało niewiadomym zabiegom. Utrata na horyzoncie ostrzyła zęby, śmiejąc mi się w twarz. Niezadowolenie spróbowałam transmutować w obojętność, by chociaż tak przetrwać i nie sprawić przykrości tej, która spróbowała dać mi szansę na nowe. Ja dogadzam sobie zupełnie w inny sposób stwierdziłam krótko, w duchu rozważając, jak różne musiały być nasze światy, nasze dorastanie. Byłam niemal pewna, że moja matka również gardziła takimi praktykami. Bez tego była zachwycająca, niczego jej nie brakowało. W spódnicy i rozwiązanym włosem potrafiła ustawić do pionu całą twierdzę.
Potwierdziłam krótkim skinieniem głowy. Jeżeli tam umrę, to będzie to najbardziej poniżająca śmierć, jaka mogła spotkać Mulcibera. Nie mogłam się cofnąć.
– Sosnowe igły –
odpowiedziałam, chłodnym okiem przyjmując widok łóżek i uśmiechniętych pracownic. Nieco nerwowym gestem przejechałam dłonią po własnym ramieniu. Pod palcami czułam napięte ciało, postawione w stan nienormalnej gotowości wobec tak śmiesznych okoliczności. Naśladowałam tę, która bywała tutaj przecież częściej. Usiadłam więc na tym drugim, nietypowym łóżku, ale wcale nie wąchałam olejków. Wiedziałam, jak pachnie sosna. Wdychałam leśny zapach tysiące razy. Powinnam spodziewać się czegoś nowego? Gdy wreszcie się położyłyśmy i objęły nas opiekuńcze dłonie masażystek, pierwsze krople olejku rozpłynęły się po ciele, znacząc je wstęgą wonnych dreszczy. Doznanie było nowe, dotyk kogokolwiek na moim ciele był nowy, drażniący w pierwszej chwili. Nie wiedziałam, jak się czuć. Jak przedostać się przez własne bramy. Ciało nie chciało pozwolić sobie na rozluźnienie. To wcale były sosnowe igły, ale i tak przymknęłam oczy, pozwalając sobie na nowy rodzaj czucia tych precyzyjnych dłoni naciskających na moje plecy. Zatopiłam się w przyjemnej ciszy, pod przymkniętymi oczami rozprawiałam się z niewidzialnym koszmarem. Z samą sobą.
Varya Mulciber
Varya Mulciber
Zawód : łowczyni, twórczyni zwierzęcych trofeów
Wiek : 22
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Uczuł lód aż w głębi serca, które już miał na wpół zlodowaciałe; przez mgnienie oka zdawało mu się, że umiera, ale to minęło. Nie czuł już wcale zimna.
OPCM : 8 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 5 +4
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 15 +3
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t11435-varya-mulciber https://www.morsmordre.net/t11445-olgierd#353862 https://www.morsmordre.net/t12091-varya-mulciber https://www.morsmordre.net/f440-warwickshire-warwick-niedzwiedzia-jama https://www.morsmordre.net/t11446-skrytka-bankowa-nr-2500#353865 https://www.morsmordre.net/t11447-varya-mulciber#353889
Re: Salon Piękności "Zapach Amortencji" [odnośnik]01.04.23 1:05
Jej brwi drgnęły ku górze na wspomnienie Arsentijego. Czy to możliwe, żeby szwy łączącej ich krwi biegły tak precyzyjnie i tak ciasno, zachęcając do hołdu mulciberowskim tradycjom mieszania się między swymi? Czy może takich jak on, przesyconych tą samą wonią wabiącą Varyę, było kilku?
- Opowiedz mi o nim coś więcej - poprosiła neutralnie, szczerze ciekawa enigmatycznej sylwetki młodego niedźwiedzia adaptującego się do życia pośród brytyjskich burzowych chmur. Ledwo go znała, wpadając na niego rzadziej niż na jego siostrę, ale i rzadziej samej go poszukując - nie dlatego, że wydawał się jej mało interesujący, odnajdywała po prostu więcej okazji do spędzania czasu właśnie z nią. Już od pierwszego ich spotkania poczuła, jakoby Varya była jej bliska, zapragnęła przebić się przez pancerze wykute w lodzie i zmarzlinie.
- Tak też myślałam - podsumowała, intuicyjnie przekonana co do wyboru Mulciberówny kiedy tylko w wyliczeniu pojawiła się propozycja sosnowych igieł. Ciągnęła do lasu, być może w snach stawała się z nim jednością, mech zakradał się w górę kończyn i wślizgiwał do płuc przez rozwarte wargi, przeistaczając miękką wewnętrzną tkankę w zieleń dziczy. Dziś mogła nosić na sobie jego zapach. Jego nieprzerwaną obecność ciągnącą się za nią jak cień. Yelena nie wiedziała, że w ofercie Amortencji pojawi się akurat taki olejek, w duchu podziękowała jednak za niego Merlinowi. Wyglądało na to, że czuwała nad nimi przychylna opatrzność.
- Łowami? I czym jeszcze? - zapytała, zmierzając u boku kuzynki do salki przeznaczonej do masażu. Nie słychać tu było żadnego gwaru; magia w ścianach musiała je wyciszyć, kładąc pomieszczenie na ołtarzu ku czci relaksu nie do zaburzenia. Rzadko korzystała z tej atrakcji w salonie piękności, zazwyczaj prosiła o zabiegi przeznaczone dłoniom, a w szczególności palcom usłanym drobnymi zgrubieniami od długiego, wieloletniego dzierżenia igły. I dla niej więc było to poniekąd nowe, choć nie tak, jak dla drugiej czarownicy.
Dokonawszy swojego wyboru zdjęła cienki szlafrok, którym dotychczas była opatulona, i oddała go pracownicy Zapachu Amortencji, samej wspinając się na łóżko, zgodnie z poleceniem czarownicy moszcząc się na brzuchu. Bielizna nie zakrywała jej tak szczelnie, jak by tego sobie życzyła. Skóra napinała się na kościach, eksponując chudość, o której Yel usiłowała nie myśleć. Ułożyła czoło na złożonych rękach i zaczerpnęła głębokiego, kojącego oddechu przesyconego zapachami obu olejków, które poszły już w ruch; pierwszy dotyk sprawił, że wzdrygnęła się z instynktownym obrzydzeniem, zanim przypomniała sobie gdzie się znajduje i czego doświadcza; że sama tego wyczekiwała. Wtedy pozwoliła sobie na wyciszenie. W samotni myśli powracały do niej przeróżne obrazy, ciemne, mgliste i odległe, pełne tęsknoty, którą odczuwała ilekroć stąpała obok Varyi, a którą umiejętnie w sobie skrywała. Aż do dziś.
- Zazdroszczę ci tego - wyznała niespodziewanie, szeptem tak cichym, że niemalże niknął w ciszy okrągłego pomieszczenia. - Życia, które płynie wraz z krwią w żyłach twojego brata. Przekomarzania, kłótni, wyrzutów, ale i chwil, kiedy pożoga przeradza się w popiół, a krzyki milkną. Szans, możliwości. Cichego zrozumienia. Przyszłości, którą przed sobą macie - nigdy wcześniej nie mówiła jej o Alekseju, a i nie była pewna, czy chciała mówić coś więcej. Jeszcze nie.


The lessons of the fire as we reach for something higher.
Yelena Mulciber
Yelena Mulciber
Zawód : Krawcowa w Cynobrowym Świergotniku
Wiek : 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
let's live in the land of yesterday, live in the grand imperial heyday.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t11433-yelena-mulciber#353232 https://www.morsmordre.net/t11613-puszkin#359174 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f440-warwickshire-warwick-niedzwiedzia-jama https://www.morsmordre.net/t11612-skrytka-nr-2496#359171 https://www.morsmordre.net/t11635-yelena-mulciber#359725
Re: Salon Piękności "Zapach Amortencji" [odnośnik]02.04.23 21:40
- Co konkretnie chcesz wiedzieć, Yeleno?zapytałam wprost, przyczepnie zawieszając na niej oko. Trochę w niezrozumieniu, trochę w podejrzeniu. Sama poznawała Arsentijego już od jakiegoś czasu, w domowym zaciszu mijaliśmy się czasem jak duchy, a czasem jak bliskie stado zgodnie spoglądające w jednym kierunku. Byłam pewna, że zajął ją rozmową więcej niż jeden raz, że nie szczędził słów i sposobności do roztaczania swojego uroku. Posiadał większą łatwość w nawiązywaniu kontaktów, po którą ja najprawdopodobniej nigdy nie sięgnę. Był moją dumą i jednocześnie moim gniewem. Gdy zostawiał ślady pazurów, czułam je o wiele dłużej i głębiej, niż gdy robili to inni – o ile im na to pozwoliłam. Przy nim wybór miałam wyłącznie pozorny.Jest cwany i ambitny, jest znacznie ciekawszym rozmówcą ode mnie, a z pewnością już bieglejszym w tej sztuce przyznałam najpierw, starając się przedstawić go konkretnie. Wątpiłam, by Yelenie zależało na sentymentalnych opowiastkach.Ma wiele talentów, wiele brutalnie wytrenowanych umiejętności i dziś bardzo dobrze wie, czego chce. Sięga po to, choćby siłą. Przy tym potrafi sprawić, że inni idą za nim chętniej… mimo chłodu i przenikliwego, surowego spojrzeniawyjawiłam, rysując przed nią nieobecnego między nami Mulcibera. Nie musiałam podkreślać, nie przed kuzynką, jak dobrze wpasowywał się w brzemię płynącej w nas krwi. Walczył o nią, przybywając tutaj. Obydwoje gnaliśmy za tym samym pragnieniem. Byliśmy swoim uzupełnieniem, ja byłam cicha, skupiona na zadaniu i konsekwentnie do niego się zbliżająca. On zaś posiadał zdolność dobrego uplasowania się w roli, układania świata wokół wedle swojej woli, a jednocześnie nie kruszyła się jego lodowata figura. Tego nie potrafiłam, ale też nigdy nie potrzebowałam. Poza tym wszystkim tresowała nas sieć podobnych spojrzeń i obowiązków, dzieliliśmy wartości i upodobania. Tylko że ja urodziłam się kobietą, a to czyniło mnie w oczach otoczenia, w oczach ojca słabszą i mniej istotną. Musiałam nadrabiać.
- Głównie tym. Polowania, długa jazda w siodle, wydłubywanie wnętrzności ze stworzeń. Lubię się też porządnie zmęczyć, to odpręża. Chyba bardziej od tego, co mogliby mi zaoferować tutaj… - stwierdziłam, a po urwanym zdaniu oprowadziłam oczy po wnętrzu wonnego przybytku. Wciąż miałam wątpliwość, czy taka forma relaksu była choćby w małym stopniu stworzona dla mnie. Nigdy dotąd nie potrzebowałam takiej pielęgnacji, nie potrzebowałam zanurzać ciała w barwnych, pachnących rytuałach, ani oddawać się pomiędzy obce dłonie. Czy teraz cokolwiek się zmieniło? Raczej nie.
Spoczywając, sztywna jak struna, na specjalnym łożu, obróciłam głowę w jej stronę. Przymknięte, przy pierwszych naciskających w przedziwnym i wyczuwalnie wprawnym rytmie palcach, powieki uniosły się, obejmując jej twarz i kawałek górnej części sylwetki. Ściśnięte usta pilnowały, bym powstrzymała się przed protestem, przestała przyjmować dotyk, którego wcale nie chciałam. Był trudny do przyjęcia, choć ciało w kolejnych turach nacisków zaczynało reagować, uspokajając zbyt napięte mięśnie. Mimo to nie mogłam poczuć się w pełnie swobodnie, nie mogłam wchłonąć ofiarowanego mi masażu w pełni. Niekontrolowanie ścisnęłam w sobie place od stóp. To była forma walki. Potem oderwałam się od stawiania fizycznego oporu wobec wszystkiego, co oferowały wyćwiczone dłonie kobiety nade mną.
Skupiłam się na Yelenie, gdy przerwała nagle ciszę. Spleciony z piwonii i sosnowych igieł niewidzialny warkocz połaskotał nos. Poruszyłam nim niecierpliwie, ale później szerzej otworzyłam oczy. Jej słowa pozostały dla mnie zagadką. Podejrzewałam, że kryło się za nimi coś więcej, coś czego nie umiałam w pełni pojąć. Czytanie między wierszami nigdy nie było dla mnie łatwe. Możemy ci wiele dać stwierdziłam równie cicho, z ostrożnością. Tylko przedstaw, czego chcesz. Tu jesteśmy jednym. Rodziną, stadem, wspólnym głosem i spojrzeniem. Wcale nie jesteś poza nami, nie jesteś wykluczona zauważyłam, marszcząc brwi na tyle, na ile pozwoliła mi w tym momencie pozycja. Nie lubiłam brodzić w niewiadomych. Jednocześnie też nie praktykowałam napastliwego pociągania za język. Mogła wyjaśnić, przedstawić więcej, albo po prostu zamilknąć. Dlaczego mówiła tak, jakby sama nie miała przed sobą zupełnie żadnej przyszłości? Yeleno?
Varya Mulciber
Varya Mulciber
Zawód : łowczyni, twórczyni zwierzęcych trofeów
Wiek : 22
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Uczuł lód aż w głębi serca, które już miał na wpół zlodowaciałe; przez mgnienie oka zdawało mu się, że umiera, ale to minęło. Nie czuł już wcale zimna.
OPCM : 8 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 5 +4
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 15 +3
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t11435-varya-mulciber https://www.morsmordre.net/t11445-olgierd#353862 https://www.morsmordre.net/t12091-varya-mulciber https://www.morsmordre.net/f440-warwickshire-warwick-niedzwiedzia-jama https://www.morsmordre.net/t11446-skrytka-bankowa-nr-2500#353865 https://www.morsmordre.net/t11447-varya-mulciber#353889
Re: Salon Piękności "Zapach Amortencji" [odnośnik]04.04.23 0:11
- Wszystko, co tylko przyjdzie ci na myśl, moja niedźwiedzico. Mieszkamy w jednym domu, a nie mogę wyzbyć się wrażenia, że tak słabo go znam. Jest enigmą, którą trudno mi rozgryźć - stwierdziła z wyblakłym westchnieniem. Żadna skarbnica wiedzy nie mogła się równać ze zrozumieniem Arsentijego, które posiadała w sobie Varya, spleciona z nim nierozerwalną, czerwoną nicią przeznaczenia od dnia narodzin. Nie miała wątpliwości, że razem stworzyli świat, do którego wrót nie dopuszczali innych ludzi, ale liczyła, że kuzynka uchyli jej choćby rąbka tajemnicy. Zasłuchała się w jej wyjaśnieniu, uważna, czujna. - I czego chce? - podjęła z zaintrygowaniem. Mężczyźni głodni byli władzy i potęgi, szacunku, niektórzy poszukiwali podziwu, lubieżnych przyjemności lub mądrości, inni lubowali się w siłą wywalczonej uległości, a jeszcze inni - roztaczali nici swoich pragnień inaczej, subtelniej, ciesząc się prozaicznością dnia codziennego, brakiem kręgosłupa ambicji. Tych nigdy nie rozumiała i nie podejrzewała, by Arsentiy zaszczycił ich kręgi. Nie odejmowała mu również charyzmy, o której wspomniała Varya. Roztaczał ją wokół siebie jak składnik wody kolońskiej, z łatwością nawigując rozmową tak, by zyskać to, na czym akurat mu zależało.
Skinęła głową, zaznajomiona z sekretem relaksu czarownicy. Fakt, nic z tego, co wymieniła, nie orbitowało wokół Zapachu Amortencji, trafiła w nowe, nieznane sidła, z którymi trudno jej było się pogodzić. Ale Yelena obiecała Ramseyowi, że zajmie się kuzynką, że spróbuje nawrócić ją na brytyjskie wody i pokaże jak możliwości dostępne w Londynie można było przekuć w zbroję nie do naruszenia. Miękkie dłonie ugniatały mięśnie i rozluźniały kłębki w plecach, wprawnie poruszając się po siateczce ostatnich zmęczeń i stresów. W porównaniu do Varyi napiętej jak struna, Yelena pozwoliła sobie na odprężenie i przymknęła nagle ciążące powieki.
- Nie rozumiem jak możesz odnajdywać przyjemność w dzikiej zwierzynie. W jakiejkolwiek zwierzynie. Gdyby przyszło mi stanąć oko w oko z bestią gdzieś w głębinach lasu, serce na pewno wyskoczyłoby mi z piersi - wyznała, wspominając z jakim trudem ukończyła zajęcia opieki nad magicznymi stworzeniami. Teoria nie stanowiła problemu, z zajęć praktycznych jednak prześlizgiwała się ledwo, najchętniej trzymając się kilka metrów od zwierząt, które trzeba było ujarzmić, wytresować, oczyścić lub nakarmić. - Lubię ich skóry, materiały, które oddają w hołdzie krawiectwu, ale je same... Są dla mnie zbyt nieprzewidywalne - oceniła i skrzywiła się delikatnie. W domu rodzinnym miała kota, którego zamykała na noc poza swoim pokojem. Podrapał ją, gdy była małym dzieckiem, podczas głupiej zabawy, w której Aleksei rzucił zwierzę wprost na jej twarz.
Rany udało się zaleczyć bez śladu, ale uraz pozostał.
Piwonie tańczyły z sosną i wkradały się do płuc, łagodząc dawne urazy. Yelena uśmiechnęła się krzywo, czulej niż wcześniej, ujarzmiona jak bestia pod biegłą dłonią kuzynki.
- Bądźcie mi sojusznikami i przyjaciółmi, a nic więcej nie będzie mi potrzebne. Cieszę się, że los przywiódł was do Anglii. Że jesteście tu z nami, wzmacniając nasze mury i budując przyszłość. Macie w sobie siłę, oboje, i miło mi jest mieć was blisko. Jak najbliżej - odpowiedziała bez zawahania, obróciwszy się na plecy, kiedy dobiegł ją cichy głos pracownicy salonu. Poruszyły się kolejne partie ciała, oddając zręcznym dłoniom skłębione w nich nerwy, jej wnętrze oblało się za to ciepłym miodem, który wprawiał ją w dobry nastrój. Raz na jakiś czas wydawała z siebie długi, śpiewny wydech pełen zadowolenia, sygnał dla pracującej nad nią czarownicy, że spisywała się na medal. - A ty? Czego sobie życzysz? - skontrowała. Od niej, od Wielkiej Brytanii, od przyszłości. Od wszystkiego, co przychodziło jej na myśl. Upłynęło kilka błogich minut, zanim masaż dobiegł końca i należało powrócić do rzeczywistości; Yelena niechętnie wyprostowała się na łożu i okryła szlafrokiem, opuszczając stopy na czystą, błyszczącą posadzkę. Była chłodna w dotyku i wcale jej to nie urzekło. - Obmyjemy się i zajmiemy się włosami. Nie martw się, zostaną takie, jak teraz. Obiecuję. Stracą tylko poszarpane końcówki i nabiorą blasku - wyjaśniła Varyi to, co powiedziała do niej pracownica Amortencji, przyglądając się jej płomiennym, intensywnym spojrzeniem. - Staniesz się pułapką, do której podejdzie każda bestia. Najbardziej nęcącym, najbardziej niebezpiecznym sidłem. Nie podoba ci się ta myśl? - zapytała i uniosła ku górze jedną z brwi, zmierzając do przebieralni, gdzie mogły także zmyć z siebie nadmiar olejków. Miała predyspozycje, by kusić ideałem zimna, syberyjską posągowością, wystarczyło lekko ją w tym wesprzeć.
Yelena Mulciber
Yelena Mulciber
Zawód : Krawcowa w Cynobrowym Świergotniku
Wiek : 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
let's live in the land of yesterday, live in the grand imperial heyday.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t11433-yelena-mulciber#353232 https://www.morsmordre.net/t11613-puszkin#359174 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f440-warwickshire-warwick-niedzwiedzia-jama https://www.morsmordre.net/t11612-skrytka-nr-2496#359171 https://www.morsmordre.net/t11635-yelena-mulciber#359725
Re: Salon Piękności "Zapach Amortencji" [odnośnik]10.04.23 11:01
- Nie jesteśmy zbyt wylewni przyznałam, gdy wspomniała, że mój brat pozostaje dla niej zagadką. Mnie to nie dziwiło. Chociaż czułam, że potrafię przejrzeć go na wylot, choć większość życia przyszło nam wędrować razem, pozostawał w tej najważniejszej części zupełnie nieodgadniony. Żadne z nas nie lubiło wyciągać odczuć i myśli na powierzchnię. Z tej dwójki jednak on mimo wszystko mówił więcej. Czy prawdziwie, czy szczerze? Raczej wątpiłam. Przesadne uzewnętrznianie czyniło nas słabymi, nieodpowiednie emocje naznaczały nas piętnem bolesnej słabości, a tego ojciec nie mógłby zdzierżyć.
Pytanie, które wybrzmiało po mojej opowieści, utknęło na dłuższy moment w głębokiej ciszy. Zupełnie jakbym wcale nie zamierzała poszukać między myślami odpowiedzi, jakbym wygodnie chciała przejść dalej. Właściwie to tak było. Debatowałam nad tym przez chwilę. Wnioski napływały z trudem, coś wiedziałam, ale niczego nie byłam pewna. To wie tylko on odrzekłam wreszcie tonem, po którym powinno nastąpić westchnienie albo zrezygnowane wzruszenie ramionami. Ja jednak zawsze byłam oszczędna w gestach. Wyrażały więcej niż słowa, były zdradzieckie. Tymczasem ja nie miałam zupełnie niczego bonusowego na myśli. Po prostu nie wiedziałam, choć tysiące domysłów układało się w chybotliwą wieżę. Łatwo mógł ją strącić, wprowadzając chaos do mojej głowy. Nie znosiłam tego uczucia. Dlatego lepiej było, by Yelena sama poszukała odpowiedzi na swoje pytanie.
- Rywalizacja, wyzwanie, próba własnych możliwości. To buduje siłę, a ja lubię być silna. Lubię wysiłek i lubię uczucie, który tobie rozpędza serce. Uwierz, że mnie również. Las to dobre miejsce do mieszenia się z sobą samym. Bestie to nagroda. My mamy triumfować, my mamy manifestować moc talentów. Ty zapewne zupełnie gdzieś indziej odnajdujesz przyjemność, a tam ja poległabym łatwo – stwierdziłam, myśląc o jej misternej pracy przy wytwornych strojach, o znoszeniu tych wszystkich bogatych damulek, które zapewne musiała czarować uśmiechami. Miała urok, którego ja nawet nie próbowałam w sobie wyszukać. Jednocześnie wciąż pozostawała Mulciberem. Mnie ich nieprzewidywalność zmusza by być bardziej czujną i dobrze przygotowaną. Mój błąd jest moją porażką i ich wolnością przyznałam chłodno, nie mając dla samej siebie litości. Ostatecznie dorastałam rzeźbiona przez szorstkie, nieczułe dłonie, przez brutalne kary i rosnącą sieć wymagań. Gdyby nie one, nie zyskałabym jednak umiejętności ,które dziś w sobie cenię. Syknęłam niezadowolona, kiedy dłonie nacisnęły mocniej na jakieś twarde miejsce na moich plecach. Potem ścisnęłam zęby, by powstrzymać się przed nieodpowiednim komentarzem. Drażniona przez to miejsce czułam, że niewiele brakuje, bym uciekła jak spłoszony zwierz. Z jakiegoś powodu jednak chciałam się dla niej postarać. Byłam pewna, że kuzynka doznaje miłego, kiedy ja dławię się w tej udręce. Mimo to płynęła w nas jedna krew. Mój chłód sprawił, że wymarło w niej poczucie wygody i błogość. Yelena wciąż je miała.
- Tego możesz być pewna – przypieczętowałam z powagą, nie zdejmując z niej spojrzenia. Gdy skupiałam się na niej i wygłaszanych słowach, łatwiej było znieść pracujące na moim ciele dłonie. Nie lubiłam, gdy obcy dotyk zabierał mi wolność. Właściwie to nie zdarzało się, bym komukolwiek na coś takiego pozwoliła. Nasz ród ma o co walczyć. Tutaj jego ryk manifestuje siłę i gotowość, której brak dziadom z Syberii wyjawiłam w uzupełnieniu. To przyciągnęło do obcego kraju mnie i mojego brata. Obydwoje czuliśmy, że Rosja przestaje nam wystarczać, że zrobiła się zatęchła i zbyt senna, aby zaspokoić gorejące w duszach pragnienia. Potrzebowaliśmy walki. Tutaj mieliśmy ją otrzymać. Walki, która ma sens i do czegoś prowadzi. Przyszłości. Mocy i poszanowania, jaką posiadali nasi przodkowie. Świata, w którego żaden z nich by się nie powstydził. Rodziny, która nie zdycha zamknięta w wysokich murach, która żyje zakończyłam, obracając się w drugą stronę. Odrętwiała szyja zmusiła ciało do zmiany pozycji. Zbyt nudna, jednolita poza zaczynała męczyć, więc przekręciłam się wreszcie na bok, aby poczuć ukojenie. Przez to czułam się boleśnie ciężka i sztywna. Nie lubiłam, kiedy ciało odmawiało posłuszeństwa. Idę za tobą zgodziłam się, nie mając właściwie żadnego innego wyboru. Obiecała, że nie doznam krzywd, choć w duchu polemizowałam z tym głęboko, jednak nie miałam powodu, by wątpić w nasz sojusz. O przyjemnościach, tych ludzkich i naturalnych, wiedziała więcej ode mnie.
Zsunęłam się z łóżka i powiodłam za nią mdłym spojrzeniem. Co to miało znaczyć? Szczerze wątpiłam, aby bestie przykładały jakąkolwiek uwagę do mojego wizerunku. Najpewniej nie odczułyby różnicy. Gdybym nagle urosła o metr, to może wzbudzałabym w nich więcej strachu, ale tak co najwyżej mogłam rozdrażnić kwiatowym zapachem ich wrażliwe nosy. To tak nie działa, Yeleno. To dla nich nie ma znaczenia. To ja ganiam za nimi, nie one za mnąodpowiedziałam prosto, bez głębszej próby pojmowania jej wywody.Mam być groźna, a nie… nęcącaupomniałam ją, krzywiąc przy tym usta w grymasie. Pokiwałam potem głową, podążając za nią. Na nowo zaczęła mnie przerażać wizja tego, jak mogłabym wyglądać, kiedy już ze mną skończy.
Chodźmy już dalej, miejmy to z głowy.


hug zt x2
Varya Mulciber
Varya Mulciber
Zawód : łowczyni, twórczyni zwierzęcych trofeów
Wiek : 22
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Uczuł lód aż w głębi serca, które już miał na wpół zlodowaciałe; przez mgnienie oka zdawało mu się, że umiera, ale to minęło. Nie czuł już wcale zimna.
OPCM : 8 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 5 +4
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 15 +3
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t11435-varya-mulciber https://www.morsmordre.net/t11445-olgierd#353862 https://www.morsmordre.net/t12091-varya-mulciber https://www.morsmordre.net/f440-warwickshire-warwick-niedzwiedzia-jama https://www.morsmordre.net/t11446-skrytka-bankowa-nr-2500#353865 https://www.morsmordre.net/t11447-varya-mulciber#353889

Strona 7 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Salon Piękności "Zapach Amortencji"
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach